czwartek, 10 lipca 2014

Hope

Piszę z dobrymi wieściami :)
Dostałam się na studia! Będę inżynierem chemii i technologi żywności :D Śmieszne, ja już na studiach. Nie chce mi się wierzyć.

Dziś było świętowanie dlatego duży bilans: 1490 kcal, spalone 515 kcal. Jednak plus taki, że miałam kontrolę co jem i nie przejadłam się, i w końcu po długich 5 dniach poczułam magiczną sytość i nie jadłam już dalej.

Obawiam się nieco jutra, bo jest grill u koleżanki podczas którego mamy również świętować. Zobaczę jak sobie poradzę z bilansem.

Dziś też spotkałam się z przyjaciółką wieczorem i pogadałyśmy tak szczerze. Ulżyło mi. Fajnie było. Chyba taka rozmowa o wszystkim i o niczym była mi potrzebna :)

Jutro mam przed grillem też nieco pracowity dzień – odebrać zdjęcia od fotografa, pojechać do dziadków, umyć babci łazienkę, upiec jej na weekend ciasto. Niby zajęty czas, ale wizyta u dziadków to wizyta pokus, ciągłego nęcenia, zjedz to, zjedz tamto, kupiliśmy to bo to lubisz itd. Mnie łatwo skusić. Ale nie panikuję na zapas. Jeśli zmieszczę się z piwem w 1300 – 1400 kcal będę zadowolona. Mam nadzieję, że się uda. 

EDIT(1:51) : Coś nie dawało mi spać, pomyślałam i o kurwa! nie wliczyłam do bilansu piwa. Ehh.. Wyszło z tym cholernym piwem 1715 kcal, a nie dodałam kilkunastu minut roweru, więc spaliłam jednak 615 kcal.  Dnia raczej nie powinnam jednak zaliczyć, ale daję kredyt zaufania sobie i jeśli jutro nie nawalę to pozostanie 10.07 na zielono.

Życzę Wam miłego weekendu :) 

wtorek, 8 lipca 2014

Be positive

Muszę coś ze sobą zrobić. Nie mogę dłużej tak funkcjonować.
Zawaliłam 3 dzień. Nie miało tak być... Dobrze zaczęłam ten dzień.

Świeżość powietrza wytworzona celowo przez przeciąg schładza moje ciało. Potrzebuję tej świeżości. Potrzebuję oddechu, odpoczynku. Potrzebuję przerwy od świata. Potrzebuję wiele przemyśleć, przynajmniej powinnam. Nie umiem, nie chcę. Boję się wniosków...

Przez ostatnie dni zdarzały się sytuacje kiedy moje emocje brały górę, kiedy traciłam równowagę i sposobem na „rekompensatę” a przez to uświadomienie sobie jeszcze bardziej swojej beznadziejności, nieprzydatności i nie-idealności stawało się jedzenie.
Myślenie w stylu „nie umiem porządnie schudnąć, nie umiem się zmotywować, już zawsze taka pozostanę” zabijało wszelką chęć. No bo po co się starać kiedy nie ma sensu?

Dziś dowiedziałam się, że:
a. za bardzo komplikuję wszystko bez potrzeby – ok, przestanę, będę się starać.
b. za bardzo chcę wszystko idealizować – ok, będę udawać że nie wierzę w ideały
c. chcę mieć nad wszystkim kontrolę „niczym system totalitarny” - ok, przestanę mieć ją w sprawach międzyludzkich, a zacznę mieć totalitarną kontrolę nad moim jedzeniem.


Przepraszam Was za gorycz, przepraszam. Po prostu gdy tego się dowiedziałam zabolało mnie serce. Nagle wszystko stało się obojętne. To były słowa mojej jednej z bardzo zaufanych koleżanek, mojego powiernika, mojego wsparcia i zrozumienia. Nie płaczę – czuję się zimna w środku, opustoszała.

Pustkę starałam się zapełnić różnorodnym jedzeniem.
Nie pomogło.
Czuję się jeszcze gorzej.

Chciałabym uciec od świata w tej chwili. Zamknąć się przed nim. Zapomnieć. I zrobić to dla wszystkich moich bliskich – zmienić się. Zmienić swój upór, doszukiwanie się problemów, zawodzenie innych i niezadowolenie.
Chcę być dla innych radością, fajnym i odprężającym towarzystwem, kimś z kim dobrze się czują i bawią, kimś na kim mogą polegać.


Swoje problemy zostawię sobie i swojemu zeszycikowi. Tam się zwierzę. I może Wam jeśli mi pozwolicie. Ale chcę i dla Was być kimś radosnym, zarażającym dobrą energią. Zmienię się na lepsze, obiecuję. 

poniedziałek, 7 lipca 2014

Again

Raz, dwa, trzy, płyną łzy. Ręka zaciśnięta w pięść i usta otwarte tak, by oddychać jak najciszej.
Bez sensu patrzę w martwy punkt – światło latarni za oknem i jedyne czego chcę to cofnąć czas. Po raz kolejny blask zza szyby staje się rozmazany przez szklące się oczy. Kap, kap – co tym razem zmoczyły?

Czemu ona płacze? Dlaczego krzywi się co chwila?
Co z tego, że znów jej nie wyszło? Jej wina. Niech coś z sobą zrobi, a nie się użala.
Co ją przezwyciężyło? Ochota? Pokusa? Nie! To zwykła słabość. Bo ona nie jest silna. Nie umie taka być. To jej wina.

Ona to ja. Ja to ona. Jedno ciało, jedna dusza, dwa oblicza. Czasem zwycięskie, czasem żałosne.

Jedno pociągnięcie nosem i drugie. Już za późno. Trzeba było nie akceptować wymówki jaką wydawał się okres. Byłabym szczęśliwsza. Zawalczyłabym o swoje lepsze ciało.
Ale nie, ja wolałam się poddać i cieszyć jedzeniem. Po co? By być słodkim tłuszczykiem. Nie czeka mnie nic lepszego, jeśli tak będę postępować.

Poczucie winy. Niszczycielska siła. Coś co nie pozwala sobie spojrzeć w oczy. Coś co nie pozwala spojrzeć na siebie, na swoje ciało. Ujawnia się przez dotyk – miejsce które jest wzdęte zostaje dokładnie sprawdzone, wyrok: jak 3 miesiąc ciąży.

Zamknięcie oczu. Gorycz. Żal. Niechęć.

Znowu to sobie zrobiłam. Znowu. I nie ma na to usprawiedliwienia.
Nie jestem chora. Nie mam zaburzeń odżywiania. Nic mnie nie tłumaczy. Nie ma dla mnie niczego co mogło by posłużyć jako uniewinnienie.

Pozostała moja słabość i żal.
Szkoda tylko że to nie spala z podwójną siłą kalorii i tłuszczu...



piątek, 4 lipca 2014

Tempted



Stworzenie słabe, podatne na kuszenie losu to ja. Dziś po 4 dniach dobrej diety zawaliłam. I to porządnie.
Mam tylko nadzieję, że nie przeciągnie się to. Wierzę, że jutro wrócę do normy i nie będę kontynuowała porażki.

Obudziłam się rano ze świadomością, że muszę pojechać do dziadków, więc podjęłam decyzję,że nie poskacze na skakance rano a w zamian za to przejadę do dziadków rowerem. Zła decyzja. Każdego dnia gdy rano miałam wysiłek, spociłam się, to nie było mi tak łatwo sobie odpuścić. Zależało mi na dobrym dniu bo wiedziałam jak się zmęczyłam skacząc na skakance na czczo.
Teraz już to wiem. Łatwiej mi trzymać dietę, kontrolować się. Nie mogę odpuszczać sobie porannych ćwiczeń.
Poza tym dziadkowie to dość duże wyzwanie dla silnej woli. Zawsze mają coś dobrego, czymś mnie skuszą, bo wiedzą co lubię.


Chciałam podziękować tym którzy do mnie zaglądają. To ważne dla mnie. Żałuję, że tyle razy nie dałam z siebie wszystkiego, że część się ode mnie odwróciła i już nie widzi sensu we wspieraniu mnie. Teraz jestem już nieco lepsza. 4 dni, ładne dni. To może i mało, ale po dość częstym zawalaniu dla mnie 4 dni pod rząd są bardzo satysfakcjonujące.

Jeśli mam komu, to życzę dobrej nocy i Soboty.


Bilanse:
środa: 493 kcal
czwartek: 400 kcal, spalone 390 kcal
dziś: ??? kcal


wtorek, 1 lipca 2014

Hello July

Hej :)

Zastanawiam się jak Wasze wakacje. Aktywne? Leniwe? Wesołe? Smutne? Samotne? Z przyjaciółmi?

Moje wyglądają jak na razie tak, że staram się być aktywna, spotykam się z koleżankami ale i tak wszystko kręci się wokół tajemniczego tematu STUDIA. Tak... ciekawe za ile lat odnajdę swoje powołanie i dowiem się, co by mi sprawiło przyjemność. Myślałam o kierunku chemia żywności. W sumie odpowiadałoby to moim zainteresowaniom (gdybym się dostała) i wydaje się być ciekawy.
Moja przyszłość jest na razie niewiadomą. Takim x wymnożonym przez y i żadnej z nich nie znam. Chyba musiałam kiedyś pominą jakąś daną bo mam same szukane jak na razie.

Mogę z Wami podzielić się czymś co mnie całkiem cieszy – jako 19 – stolatka czuję się dobrze :) Chyba więcej się uśmiecham, więcej doceniam drobnostek. Czyżbym się jakoś wewnętrznie zmieniła? Nie wydaje mi się. Ciągle jestem w głębi siebie szesnastolatką, która jest nieco naiwna i skrycie wierzy, że wszystko kiedyś się ułoży tak jakby chciała, choć obecnie jest pesymistką.
Chyba jestem nieco skomplikowana.


Należą się Wam też wyjaśnienia co do nowego bloga. Szczerze mówiąc nie planowałam tego. Chciałam zmienić tylko coś w nim i moje pseudo zdolności informatyczne schrzaniły coś z bloggerem i nie mogłam cofną jakichś zmian w szablonie i innych pierdołach. Poszłam na łatwiznę i usunęłam tamtego, a założyłam nowego. Los chyba dawał mi szansę na rozpoczęcie nowej historii :)


Bilanse:
  • poniedziałek: 328 kcal, spalone 325 kcal
  • dziś: 1180 kcal, spalone 440 kcal (no troszkę dziś zjadłam)

Ale jestem zadowolona. Dość szybko poczułam że już dużo zjadłam. Chciałam sobie odpuścić „co mi szkodzi ten jeden dzień”, ale szkodzi! Nie pozwolę! Nie będę łatwo odpuszczającą starą mną. O nie! Uratowałam ten dzień :)




niedziela, 29 czerwca 2014

New Age :)

Wita Was serdecznie 19 – letnia Nowa Ja :)

Z mało wytrwałej z niewielkimi aspiracjami 18-latki zamierzam przeistoczyć się w zdecydowaną i konkretną 19 – latkę.
Zaczynam całkiem nowy etap w moim życiu. Jestem mądrzejsza od wczorajszej 18 –letniej wersji siebie.

Czas rozpocząć całkiem nowe działania. W końcu mogę się pochwalić nie tylko kolejnym rokiem doświadczenia, ale także tym, że zdałam maturę. Teraz trzeba poszukać studiów, które dałaby mi choć w jakimś stopniu szczęście i satysfakcję :) Liczę, że znajdę taki kierunek dzięki któremu miałabym choć odrobinę poczucia spełnienia.

Tak naprawdę mój wiek to jedynie liczba. Jednak ta liczba odpowiada pewnej zdobytej wiedzy. Całe życie się uczymy, ale wiem, że ja w ostatnim roku życia zatraciłam to co miałam jako dziecko – upór i ambicję. Teraz chcę wrócić do nich ponownie, by one prowadziły mnie do jasnych celów.
Nie będę Wam mówić o moich błędach dnia minionego, ale wiem, co robiłam źle.

Dlatego w moim nowym rozdziale pokażę Wam usilne dążenie do celu z oddaniem, z pełną motywacją nie wahając się podejmować ryzykownych decyzji, a gdy przyjdzie porażka minimalizowanie jej siły rażenia i otrząsanie się po niej z godnością.




Tegoroczne życzenie jest mądrzejsze: 
Życzę sobie abym osiągnęła wszystkie cele na ten rok życia!